Za chwilę minie rok, odkąd nie ma z nami Leszka Mądzika. To ten rodzaj daty, która nie prosi o wielkie słowa, tylko o chwilę ciszy i uważności. Właśnie dlatego warto sięgnąć po artykuł Dominiki Łarionow opublikowany w Raptularzu e-teatru: „Leszek Mądzik. Artysta o szczególnej wrażliwości”.
To nie jest laurka ani suchy biogram. To opowieść pisana z bliska, z pamięcią wspólnych spotkań, rozmów i pracy. Autorka prowadzi czytelnika przez świat, w którym Mądzik konsekwentnie rezygnował ze słów, a mimo to mówił najwięcej: światłem, mrokiem, materią, rytmem. Jest w tym tekście także ważny wątek ostatnich lat: muzealnej wystawy „Światło i Mrok” w Katowicach i pytania o to, jak dziś opowiadać o twórcy tak osobnym, że czasem wymyka się definicjom teatru.
Łarionow pisze o jego „analogowej” wyobraźni, o precyzji warsztatu i o tym, jak Mądzik potrafił budować przeżycie z rzeczy najprostszych, a jednocześnie tworzyć obrazy, które zostają w człowieku na długo. To tekst, który działa jak dobrze ustawione światło: nie oślepia, tylko wydobywa.
Czytelniku, jeśli chcesz wrócić do wspomnienia jego teatru, ten tekst jest dobrym przewodnikiem.
Na koniec zostawiam jedno zdanie, które dobrze oddaje ton tej opowieści:
To był teatr, w którym obraz nie ilustrował sensu, tylko sam był sensem.
Jeśli po lekturze będziesz mieć ochotę, napisz do nas, jakie obrazy Mądzika nosisz w sobie najdłużej. Czasem wystarczy jedno wspomnienie, żeby znów zrobiło się jasno.
Fot. Marek Skowronek www.ideastudio.pl
Redakcja bloga:
Magdalena Szymala
Fundacja im. Leszka Mądzika
fundacja@leszekmadzik.pl



